Oczywiście Botwinka :) Chodziliśmy wkoło niej, czailiśmy się. A ona rosła. I rosła. I ciągle odsuwaliśmy ten moment, kiedy ją zerwiemy, bo przecież Im większa Tym lepiej :)
Aż przyszedł ten dzień, kiedy to zajrzałam do skrzynki i zobaczyłam TO:
Niewiele myśląc uczyniłam wszystko by ją uratować. Tzn. najzwyczajniej w świecie wyrwałam ją z ziemi:
Nie wszystkie były duże, ale dosyć spore jednak. Na zupę się nadadzą :) No i buraczki to im nie wyrosły, ale nikt się tego po nich nie spodziewał. Poniżej jeden z okazów:
No i na koniec jeszcze całość moich wyhodowanych roślinek - buraczków. Grzecznie czekają do jutra, aż zrobimy z nich Botwinę :)
PS. Zajrzyjcie tu jutro - będzie Przepis i zdjęcie z botwinką w roli głównej :)



